U mnie w domu nie ma miłości. U mnie w domu miłość wyraża się poprzez dbanie o rzeczy martwe, które ja najczęściej niszczę, bo przecież najwięcej z nich korzystam.
Prowadzę jawną i otwartą wojnę z rodzicielami. Doszłam do takiego w moim życiu momentu, że nie potrafię przyznać się nawet samej sobie, że ich kocham, choćby ze względu na rodzicielską więź. Nie czuję żadnego aspektu pomiędzy mną a nimi dwojga, który mógłby dać mi poczucie pewnej bezinteresownej przynależności do tej rodziny. Wrecz wstydzę się, że moimi rodzicami są ludzie, którzy mają tak odrażające mnie poglądy oraz tak odmienną i absurdalną hierarchię wartości. Ze smutkiem oznajmiam, że kiedy moi rodzice będą już starzy i niedołężni, nie będę miała żadnych ku temu powodów, żeby ich w jakikolwiek sposób wesprzeć, choćby swoją obecnością. Strasznie mi przykro.
Czuję się jakbym wynajmowała pokój u zupełnie obcych mi ludzi, których obawiam się minąć choćby na korytarzu. Czy tak powinno czuć się dziecko własnych rodziców?
czwartek, 28 stycznia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

dom- to nie miejsce lecz stan, jestem bezdomna...
OdpowiedzUsuń-hey- piersi cwierc