Nie mogę przecież tego ominąć bez słowa, nic na ten temat nie powiedzieć, nie zapisać, nie zapamiętać. To jest, pojawiło się bardzo z nienacka, niespodziewanie w bardzo dobrym momencie, na bardzo dobrym etapie mojej - zaironizujmy - jakże smutnej egzystencji.
Ale żeby nie wychodzić z pewnego rodzaju wprawy, dużą ilość czasu poświęcam na łowieniu negatywnych aspektów tego czegoś, czego nie chcę nazwać teraz i tu po imieniu. Bawię się wędką nad cudownym jeziorem, które cieszy moje wewnętrzne ja, które sprawia, że nawet najgorsza muzyka brzmi jak najczęściej maglowana przeze mnie piosenka, że każda kropla deszczu mogłaby ociekać promieniami słońca, kurwa. Ja mam wędkę i łowię po omacku wszystko co złe. Dotykam tego, oglądam, dumam nad tym, pieszczę to swoją osobą tylko po to, żeby wyrzucić to gdzieś daleko, żeby pozbyć się tego na zawsze. Bardzo się cieszę i smucę za jednym zamachem. Może szczęście ma smutną minę w moim przypadku? Ścielę łóżko po to, żeby do niego wejść, jestem gotowa.
niedziela, 7 lutego 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

japko+serekzszynkom+cebulaprażona!
OdpowiedzUsuńjak smutno to brzmi wszystko, a powinnaś wykrzyczeć wszystkim "HA, JESTEM SZCZĘŚLIWA! zazdrośćcie mi skurwiele, którzy życzyliście mi jak najgorzej!"
OdpowiedzUsuńaaaaa i standardowa rada dla panny Marty:
- nie myśl tyle!
chwytaj wszystkim czym się da (a ze względu na mój ostatni stan, polecam nerką) to szczęście, brnij jak najdłużej i nie oglądaj się. Bo Kurwa zasłużyłaś.
ps. umysłowo uwsteczniam się, więc przepraszam za banał. / -g