Nie mogę przecież tego ominąć bez słowa, nic na ten temat nie powiedzieć, nie zapisać, nie zapamiętać. To jest, pojawiło się bardzo z nienacka, niespodziewanie w bardzo dobrym momencie, na bardzo dobrym etapie mojej - zaironizujmy - jakże smutnej egzystencji.
Ale żeby nie wychodzić z pewnego rodzaju wprawy, dużą ilość czasu poświęcam na łowieniu negatywnych aspektów tego czegoś, czego nie chcę nazwać teraz i tu po imieniu. Bawię się wędką nad cudownym jeziorem, które cieszy moje wewnętrzne ja, które sprawia, że nawet najgorsza muzyka brzmi jak najczęściej maglowana przeze mnie piosenka, że każda kropla deszczu mogłaby ociekać promieniami słońca, kurwa. Ja mam wędkę i łowię po omacku wszystko co złe. Dotykam tego, oglądam, dumam nad tym, pieszczę to swoją osobą tylko po to, żeby wyrzucić to gdzieś daleko, żeby pozbyć się tego na zawsze. Bardzo się cieszę i smucę za jednym zamachem. Może szczęście ma smutną minę w moim przypadku? Ścielę łóżko po to, żeby do niego wejść, jestem gotowa.
niedziela, 7 lutego 2010
czwartek, 28 stycznia 2010
home is where your heart is
U mnie w domu nie ma miłości. U mnie w domu miłość wyraża się poprzez dbanie o rzeczy martwe, które ja najczęściej niszczę, bo przecież najwięcej z nich korzystam.
Prowadzę jawną i otwartą wojnę z rodzicielami. Doszłam do takiego w moim życiu momentu, że nie potrafię przyznać się nawet samej sobie, że ich kocham, choćby ze względu na rodzicielską więź. Nie czuję żadnego aspektu pomiędzy mną a nimi dwojga, który mógłby dać mi poczucie pewnej bezinteresownej przynależności do tej rodziny. Wrecz wstydzę się, że moimi rodzicami są ludzie, którzy mają tak odrażające mnie poglądy oraz tak odmienną i absurdalną hierarchię wartości. Ze smutkiem oznajmiam, że kiedy moi rodzice będą już starzy i niedołężni, nie będę miała żadnych ku temu powodów, żeby ich w jakikolwiek sposób wesprzeć, choćby swoją obecnością. Strasznie mi przykro.
Czuję się jakbym wynajmowała pokój u zupełnie obcych mi ludzi, których obawiam się minąć choćby na korytarzu. Czy tak powinno czuć się dziecko własnych rodziców?
Prowadzę jawną i otwartą wojnę z rodzicielami. Doszłam do takiego w moim życiu momentu, że nie potrafię przyznać się nawet samej sobie, że ich kocham, choćby ze względu na rodzicielską więź. Nie czuję żadnego aspektu pomiędzy mną a nimi dwojga, który mógłby dać mi poczucie pewnej bezinteresownej przynależności do tej rodziny. Wrecz wstydzę się, że moimi rodzicami są ludzie, którzy mają tak odrażające mnie poglądy oraz tak odmienną i absurdalną hierarchię wartości. Ze smutkiem oznajmiam, że kiedy moi rodzice będą już starzy i niedołężni, nie będę miała żadnych ku temu powodów, żeby ich w jakikolwiek sposób wesprzeć, choćby swoją obecnością. Strasznie mi przykro.
Czuję się jakbym wynajmowała pokój u zupełnie obcych mi ludzi, których obawiam się minąć choćby na korytarzu. Czy tak powinno czuć się dziecko własnych rodziców?
wtorek, 26 stycznia 2010
✞ ✞ ✞
Uwielbiam kochać się ze samą sobą, bo tylko wtedy mam pewność, że robię to z odwzajemnioną miłością.
poniedziałek, 25 stycznia 2010
długa droga w dół, hej nieprzygodo
Wraz z chwilą, w której w iTunes wpisuję hasło 'Happysad', umiera wszystko. Pamiętam ostatni koncert, jakieś dwa lata w stecz, Łódź. Ja, Kamil, Beata i Gienia. Do tych wspomnień dodam jeszczę drogę przebytą z przystanku do mieszkania na Nowolipkach, z Kamilem i słuchawkami w uszach. To jedyne pozytywne wspomnienia zaliczane do Happy. Reszta podbiega dramatycznie pod Sad, zapełniając 90% objętości szufladki z naklejką "Nieprzygoda".
Bardzo chciałabym nauczyć się czytać ludzkie myśli. Pozbawiłoby mnie to pewnej bojaźni względem wyrażania swoich, które nie zawsze muszą być na miejscu, na daną chwilę i na daną osobę. Chociaż może wtedy byłoby mi zbyt łatwo w życiu i znudziłoby mi się. Przecież najbardziej w świecie lubię coś, czego sama do końca nie jestem pewna. Mogę wtedy myśleć i maglować, obserwować bez limitu, wnioskować, zakładać i mieć już w garści po to, żeby wymyślec sobie jeszcze dwie kolejne strony medalu.
Również bardzo chciałabym, żeby ktoś mnie zamknął z kimś w wielkiej bańce mydlanej, w której nie ma innych osób, w której dźwięk jest wyciszony, w której liczą się tylko gesty, spojrzenia i kształtowanie ciszy w okół. W tej bańce nie byłoby strachu, wstydu i nieufności, rozpaczy lub obojętności. Bylibyśmy dla siebie i z sobą. Oddalibyśmy się sobie nawzajem.
I może zarzucano mi, że nie potrafię utrzymać w okół siebie na stałe pewnej grupy osób. Że zmieniam i szukam, i znaleźć nie mogę. Nie chcę akceptować czegoś, bo muszę. Chcę szukać, aż znajdę. Aż będzie mi dobrze, aż ktoś w końcu zwróci uwagę na moje pragnienia i odda mi się na tyle, aż będzie to równoważyć z moim oddaniem. Rozglądam się i widzę wszystkich, niby mi bliskich, rozdrabniających się w okół ludzi. Nie chcę lubić wszystkich. Nie chcę, żeby wszyscy lubili mnie, bo i tak mało kto tak na serio i szczerze lubi.
Bardzo chciałabym nauczyć się czytać ludzkie myśli. Pozbawiłoby mnie to pewnej bojaźni względem wyrażania swoich, które nie zawsze muszą być na miejscu, na daną chwilę i na daną osobę. Chociaż może wtedy byłoby mi zbyt łatwo w życiu i znudziłoby mi się. Przecież najbardziej w świecie lubię coś, czego sama do końca nie jestem pewna. Mogę wtedy myśleć i maglować, obserwować bez limitu, wnioskować, zakładać i mieć już w garści po to, żeby wymyślec sobie jeszcze dwie kolejne strony medalu.
Również bardzo chciałabym, żeby ktoś mnie zamknął z kimś w wielkiej bańce mydlanej, w której nie ma innych osób, w której dźwięk jest wyciszony, w której liczą się tylko gesty, spojrzenia i kształtowanie ciszy w okół. W tej bańce nie byłoby strachu, wstydu i nieufności, rozpaczy lub obojętności. Bylibyśmy dla siebie i z sobą. Oddalibyśmy się sobie nawzajem.
I może zarzucano mi, że nie potrafię utrzymać w okół siebie na stałe pewnej grupy osób. Że zmieniam i szukam, i znaleźć nie mogę. Nie chcę akceptować czegoś, bo muszę. Chcę szukać, aż znajdę. Aż będzie mi dobrze, aż ktoś w końcu zwróci uwagę na moje pragnienia i odda mi się na tyle, aż będzie to równoważyć z moim oddaniem. Rozglądam się i widzę wszystkich, niby mi bliskich, rozdrabniających się w okół ludzi. Nie chcę lubić wszystkich. Nie chcę, żeby wszyscy lubili mnie, bo i tak mało kto tak na serio i szczerze lubi.
niedziela, 24 stycznia 2010
egoistycznie - egocentrycznie
Ciągle śnią mi się pająki i futurystyczne środki komunikacji miejskiej.
Otwieram oczy i spędzam cały poranek na wpatrywaniu w kołysząca się firankę nad moją głową. Moje przekonania, tezy postawione przeze mnie przez lata obserwacji szarych mas ludzkich, runęły jak domek z kart. Czasem musiałam zaniżać poziom mojej chorej wyobraźni czy stanu psychicznego. Chciałam bardziej wpasować się w pewien kanon, który ułatwiłby mi egzystowanie w okół innych osób. Przyjmowałam słowa krytyki lub pochwały z pewnego rodzaju kpiną, ponieważ nigdy te słowa nie trafiały w zadowalające mnie sedno. Okej.. powodowały pewien żal, smutek, radość czy zadowolenie. Ale nie były wystarczające. Dziękuję Szymon, że cały ten, wykreowany przeze mnie pogląd, właśnie runął. Szczerze? Nie spodziewałam się.
W takich chwilach mam ochotę urwać się ze sznureczka, na którym ciągle wiszę, bo boje się, że coś tak równie mocno rozczulającego się już nigdy nie powtórzy. Zniknie albo.. zniknę. Lubię uciekać od pozytywnych odczuć, bo są za dobre, za fajne. Muszę się nauczyć lubić to, co dobre.
Na dobranoc dostałam jeszcze odmóżdżający, rozpaczliwy monolog pana M., połączony z przemyśleniami o życiu, jego nowymi odczuciami wobec świata, który go otacza. Na dokładkę masa jego skrajności, od których odbija się jak ping pongowa piłeczka. A na deser pare pozornie miłych słów o nim samym, o mnie, komplementów dla mnie, które mogą co najwyżej odbić mi się od ucha. Mam nadzieję, że wiek 24lat u kobiet wygląda zupełnie inaczej niż u mężczyzn.
Bon Iver & St Vincent - Roslyn
Lykke Li - Possibility
Otwieram oczy i spędzam cały poranek na wpatrywaniu w kołysząca się firankę nad moją głową. Moje przekonania, tezy postawione przeze mnie przez lata obserwacji szarych mas ludzkich, runęły jak domek z kart. Czasem musiałam zaniżać poziom mojej chorej wyobraźni czy stanu psychicznego. Chciałam bardziej wpasować się w pewien kanon, który ułatwiłby mi egzystowanie w okół innych osób. Przyjmowałam słowa krytyki lub pochwały z pewnego rodzaju kpiną, ponieważ nigdy te słowa nie trafiały w zadowalające mnie sedno. Okej.. powodowały pewien żal, smutek, radość czy zadowolenie. Ale nie były wystarczające. Dziękuję Szymon, że cały ten, wykreowany przeze mnie pogląd, właśnie runął. Szczerze? Nie spodziewałam się.
W takich chwilach mam ochotę urwać się ze sznureczka, na którym ciągle wiszę, bo boje się, że coś tak równie mocno rozczulającego się już nigdy nie powtórzy. Zniknie albo.. zniknę. Lubię uciekać od pozytywnych odczuć, bo są za dobre, za fajne. Muszę się nauczyć lubić to, co dobre.
Na dobranoc dostałam jeszcze odmóżdżający, rozpaczliwy monolog pana M., połączony z przemyśleniami o życiu, jego nowymi odczuciami wobec świata, który go otacza. Na dokładkę masa jego skrajności, od których odbija się jak ping pongowa piłeczka. A na deser pare pozornie miłych słów o nim samym, o mnie, komplementów dla mnie, które mogą co najwyżej odbić mi się od ucha. Mam nadzieję, że wiek 24lat u kobiet wygląda zupełnie inaczej niż u mężczyzn.
Bon Iver & St Vincent - Roslyn
Lykke Li - Possibility
piątek, 22 stycznia 2010
inertiatic esp
Dzisiaj jest dziwnie. Dzisiaj jest smutno, pomimo że przez większość dnia świeciło słońce. Dziś się rozglądam, kłócę się z mamą. Odczuwam brak czego/kogokolwiek bardziej niż wczoraj i zapewne bardziej niż jutro. Dziś nie odbieram telefonów, nie odpisuję na smsy. Nic mi się nie chcę, nic nie ma sensu. Palę do lustra, piję do ściany i chcę już iść jak najszybciej spać.
Nie lubię tych dni, kiedy za dużo myślę, kalkuluję, gdybam i wmawiam sobie pewne rzeczy.
Nie lubię tych dni, kiedy za dużo myślę, kalkuluję, gdybam i wmawiam sobie pewne rzeczy.
środa, 20 stycznia 2010
emocjonalny masochizm cd.
Już umiem:
rozmawiać
przepraszać
prosić
szczerze mówić czego pragnę
a czego zdecydowanie nie
zdefiniować jakich ludzi w okól siebie chcę
a jakich zdecydowanie nie
decydować
odmawiać
planować.
Ale nie mogę sobie przypomnieć czy przypadkiem w miniony weekend nie uderzyłąm się czymś mocno w głowę. Natłok wniosków wyciąganych od dłuższego czasu, potwierdzonych w ciągu ostatnich paru dni zaczyna mnie w pewien sposób przytłaczać. Może ja to wszystko zawsze potrafiłam, tylko po prostu nie wykorzystywałam?
Znów robię porządki w swoim życiu, tym razem takie z wieloletnim wyprzedzeniem, żebym za parę miesięcy znów nie musiała sprzątać po sobie, czy po innych. Wyrzuciłam śmieci i pozamiatałam.
W końcu przekonałam już samą siebie, że ludzie też myślą tak jak ja i czują tak jak ja, że nie jestem najmądrzejsza w swoich przekonaniach i sama w swoim własnym świecie. Cieszy mnie to. Nie muszę już popełniać zbrodni niedoskonałej po to, żeby mnie zamknęli w jakimś przytulnym białym pokoju, samą ze sobą. Są ludzie. Ludzie rozumieją, ewentualnie zrozumią.
Moja mama kończy dziś 49lat i jest mi z tego powodu bardzo przykro. Chciałabym, żeby znów była young&careless. Mamo, cofnijmy Cię w czasie.
Na dziś wieczór zaplanowałam zlot kruków na moim suficie.
rozmawiać
przepraszać
prosić
szczerze mówić czego pragnę
a czego zdecydowanie nie
zdefiniować jakich ludzi w okól siebie chcę
a jakich zdecydowanie nie
decydować
odmawiać
planować.
Ale nie mogę sobie przypomnieć czy przypadkiem w miniony weekend nie uderzyłąm się czymś mocno w głowę. Natłok wniosków wyciąganych od dłuższego czasu, potwierdzonych w ciągu ostatnich paru dni zaczyna mnie w pewien sposób przytłaczać. Może ja to wszystko zawsze potrafiłam, tylko po prostu nie wykorzystywałam?
Znów robię porządki w swoim życiu, tym razem takie z wieloletnim wyprzedzeniem, żebym za parę miesięcy znów nie musiała sprzątać po sobie, czy po innych. Wyrzuciłam śmieci i pozamiatałam.
W końcu przekonałam już samą siebie, że ludzie też myślą tak jak ja i czują tak jak ja, że nie jestem najmądrzejsza w swoich przekonaniach i sama w swoim własnym świecie. Cieszy mnie to. Nie muszę już popełniać zbrodni niedoskonałej po to, żeby mnie zamknęli w jakimś przytulnym białym pokoju, samą ze sobą. Są ludzie. Ludzie rozumieją, ewentualnie zrozumią.
Moja mama kończy dziś 49lat i jest mi z tego powodu bardzo przykro. Chciałabym, żeby znów była young&careless. Mamo, cofnijmy Cię w czasie.
Na dziś wieczór zaplanowałam zlot kruków na moim suficie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
